Troszeczkę o tym jak to się zaczęło? Dlaczego akurat fotografia? Moja historia, moja fotografia 🙂

A mianowicie wszystko wystartowało w roku 2008. Komunia mojej młodszej siostry i jeden prezent. Kompakt Olimpusa, który wtedy dostała. W tamtym czasie przez myśl mi nie przeszło, że za (mniej więcej) 7 lat fotografia będzie dla mnie sposobem na życie. Dziś po kilku latach spędzonych na fotografowaniu z różnymi skutkami jestem pewna- to właśnie chcę robić w życiu.

Tak to się zaczęło…

Maleńki czarny Olimpus. Niewielki kompakt, który przymnie wymiękł. Pstrykałam tak dużo tak monotematycznie, że po jakichś dwóch latach aparacik powiedział „dość”. Umarł śmiercią naturalną. Wszystkie zdjęcia, które wydawały mi się dobre już wtedy wrzucałam do sieci. Na potrzeby tego posta odnalazłam jedną z tych stron. I wiecie co?? jak teraz patrze na te zdjęcia to dramat. Gdybym wtedy zrezygnowała, gdyby nie te prześwietlone, nieostre i po prostu nieudane fotki nie byłoby mnie tutaj. Nie byłoby bloga, a teraz tej strony. Po Olimpusie była cisza. Nie fotografowałam, to był czas matury i jakoś w ogóle nie miałam do tego głowy ani chęci. Na studiach znowu coś zaiskrzyło z fotografią. W ręce napatoczył mi się znowu maleńki kompakt. Tym razem Nikon (to chyba wtedy zapałam miłością do Nikonów). Pstrykałam raz dużo, raz mało. Jedno jest pewne robiłam to bez przekonania tak po prostu lubiłam to. Robiłam to dla siebie. Gdy zaczynałam fotografować wszystkie zdjęcia podpisywałam pseudonimem Vaila, dopiero w tym roku nabrałam odwagi i zaczęłam podpisywać prace nazwiskiem. Dlaczego dopiero teraz? Do koniec sama nie pamiętam ( lata temu akcja się działa) chyba wstydziłam tego jak będę postrzegana. Bałam się krytyki, wolałam być anonimowa.

Czas lustrzanki – czyli doczekałam się…

I nagle drugi rok studiów to wtedy w moje ręce trafił Nikon, który tkwi w związku ze mną do dziś. Pierwsze zdjęcia wykonane lustrzanką? To był jakiś dramat!! tyle funkcji, ustawień, kto by to ogarną. Pamiętam, że bardzo długo pstrykałam na półautomacie. Sama nie wiem czy była to kwestia wygody czy po prostu inaczej nie umiałam. Każde zdjęcie, które dla mnie było dobre było powodem do latania i terroryzowania wszystkich do o koła moim nowych „arcydziełem”. Z perspektywy czasu to ja nie wiem jak oni zemną wytrzymali…To naprawdę musiało być dla nich męczące.

Przerwa przerwę poganiała.

Pomimo posiadania lustrzanki miałam bardzo spore przerwy w pstrykaniu. Dziś się nawet zastanawiałam dlaczego tak było. Chyba tego potrzebowałam. Nie wiązałam jakoś za specjalnie przyszłości z fotografią. Traktowałam to jak hobby. Najdłuższą przerwę miała po porodzie synka. Przez rok czasu nie dotknęłam Nikona. Fotografowałam ale na szybko i najczęściej telefonem. To właśnie wtedy gdy rodzice mają bzika na punkcie uwieczniania swoich pociech ja z dobrego aparatu przerzuciłam się na aparat w telefonie. Dlaczego? To była chyba kwestia wygody. Do dziś mój telefon zapchany jest zdjęciami moich łobuzów.

Noworoczna zmiana…

W nowym roku, każdy ma jakieś postanowienie. Ja nie miałam. Ono pojawiło się z czasem tak z zaskoczenia. Jedno sfotografowane wesele zmieniło moje życie. To wtedy zrozumiałam, że wybieram drogę z aparatem w ręku. Niebyła to łatwa decyzja, wiele osób z mojego otoczenia uważało w sumie to dalej uważa ją za śmieszną.
I jestem tu na stronie, mojej stronie. Samo wykupienie domeny było dla mnie wielkim progresem. Zakończyłam etap prowadzenia blogspota, zaczęłam budować swoje miejsce z większym rozmachem publikować zdjęcia, a przede wszystkim wyjść do ludzi z aparatem. I wiecie co udało się! Nie jestem wstanie opisać mojej radości gdy dostaje od Was wiadomość „Kurcze Wiolka zdjęcia są mega”, albo gdy polecacie mnie na spotted’ach. Naprawdę się dusza cieszy. Zdaje sobie świetnie sprawę, że nadal jestem amatorem. Ale amatorem z pasją, której już chyba nikt nie wykorzeni.

Długa droga za mną, jeszcze dłuższa przede mną…

Choć widzę ile się nauczyłam, ile umiejętności opanowałam to wiem, że do zrobienie jest jeszcze bardzo wiele. Nie rezygnuje! Z każdym dniem jestem dalej. I tego Wam życzę! Nie rezygnujcie z własnych celów, planów nawet gdy inni uważają je za śmieszne i nierealne. Wszystko zależy od Was, Waszej motywacji i determinacji.

Dobrze, wystarczy tej prywaty 🙂
Dobrej nocki, niech moc będzie z Wami 🙂

nie wiem czemu strzeliłam w jpg…zawsze robię to w rav’ach

One Reply to “FOTOGRAFIA, czyli moja (nie) krótka przygoda z aparatem.”

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *